To był czysty przypadek, że się tu taj znalazłam. Jeden z moich kolegów szukał w tej okolicy domu, który zamierzał zaadaptować na chatę letniskową. Ponieważ znałam ten teren, prowadząc schronisko w Spalonej, towarzyszyłam w jego wyprawie. Akurat do Niemojowa, bo od burmistrza Międzylesia znajomy się dowiedział, iż jest do zbycia obiekt przygranicznym moście. Wyobrażałam go sobie jako niepozorny domek. Podobnie było z kolegą. Jak tylko go ujrzał, to powiedział, że ma tylko jedno życie i nie planuje je zmarnować na niekończące się remonty - wspomina Danuta Ptasińska, którą poszkolny budynek, bo o niego akurat chodziło, po prostu urzekł. I to na tyle, że od razu, z marszu, zaczęła go w myślach urządzać. Niedługo potem plany zamieniła w rzeczywistość, która kosztowała ją niemało wysiłku i nakładów.
– Położenie budynku jak raz kwalifikowało go do tego, żeby stał się gościńcem z miejscami noclegowymi. Gdy zaczęłam grzebać w historii tej wsi, okazało się, że wcześniej to był „gashause”
– stwierdza rozmówczyni. – Część parterowa stała się bufetem i zapleczem kuchennym oraz salą bankietową, na piętrach znalazły się pokoje gościnne. Prace nieco trwały w czasie, gdyż obiekt był mocno zaniedbany, poza tym absorbowała mnie działalność mojej firmy. Ale w końcu się udało...
Panią Danutę cieszył ten codzienny szum Dzikiej Orlicy i fakt, że w papciach mogła dojść do najbliższego sklepu w czeskich Bartoszowicach. Wtedy było to dla niej niezwykle ciekawe, zarazem emocjonujące. A że należy do osób silnych, nigdy nie zwątpiła, że dobrnie do celu. Nawet wtedy, gdy przez mocno już wyremontowany gościniec przetoczyła się falą powodziową owa rzeka.
– Akurat byłam poza Niemojowem, gdy strażnicy graniczni mnie poinformowali, co się stało. Kiedy tu przyjechałam, z grubsza wszystko było posprzątane. Znajomi pomogli. Potem powódź zaczęła „wychodzić” spod tynków, ale mnie stąd nie wykurzyła – akcentuje D. Ptasińska, za którą z biegiem czasu zaczęli tu ściągać goście z jej dawnych obiektów. To m.in. z myślą o nich stworzyła Niemojowską Krainę Optymizmu, której symbolem jest Don Kichot, Dulcynea i Sancho Pancha.
Raz do roku w sąsiedztwo tych postaci zjeżdżają się ludzie szukający rozrywki, bratniej duszy, szukający dla siebie natchnienia. Pikniki optymistów stały się czymś normalnym, ale jednoczącym ludzi z obu stron granicy. Podczas ostatniej imprezy pomogli np. starostowie czterech czeskich wsi, którym dynamizm „damy z hostinca” strasznie się podoba. Obiekt w Niemojowie na okrągło tętni życiem. W tym roku, po raz pierwszy od lat, wyciszył się podczas Świąt Bożego Narodzenia, które p. Danuta spędziła u swojej rodziny. Zaraz potem jednak wróciła, bo na sylwestrową noc miała komplet gości. A tych nie może przecież zawieść.
[
bień – Euroregio Glacensis]